Będąc w Polskich Tatrach (Zakopane i okolice) od razu przykuwa uwagę jedna rzecz: masa ludzi i wszędzie kolejki. O ile kolejkę na Kasprowy Wierch (wagonik) można jeszcze przełknąć, to kolejka na szlaku pieszym wykracza poza nasze wyobrażenia. A swoją drogą, to średni czas oczekiwania na Kasprowy Wierch w sezonie letnim 2017 wynosił około sześciu godzin (tak jest, sześć godzin! – stania w kolejce aby pojechać wagonikiem w górę i w dół). Nie wiem czy chciało by mi się stać tyle godzin aby zobaczyć mur chiński, a gdzie „jakiś” tam Kasprowy Wierch – nie ujmując oczywiście nic temu ostatniemu. W tym samym czasie można wejść tam piechotą, zejść i jeszcze zdążyć zjeść obiad.

Tak właśnie mniej więcej wyglądają spacery w Tatrach – przynajmniej po ich Polskiej części. W tym temacie postaram się opisać jak się ma sprawa za naszą południową granicą. Spróbuję również porównać atrakcyjność obu miejsc pod różnymi względami abyście mieli pełen obraz sytuacji.

Gdzie nocować?

Zapewne większość naszych rodaków wybiera Zakopane gdy ma ochotę wybrać się w Tatry. Nic dziwnego – jest tu dość duża baza noclegowa i jest też co zjeść. A gdzie nocować po stronie Słowackiej ? .. tak aby nie było zbyt daleko od Polski, aby nie było zbyt daleko od szlaków górskich (i innych atrakcji) i aby można było coś zjeść w okolicy. My wybraliśmy miejscowość Stary Smokowiec – to jest u samego podnóża gór. A konkretniej to hotel Vesna Pension. Jest to mały, rodzinny hotelik prowadzony przez przesympatycznych gospodarzy. Już na wejściu czuć domową atmosferę, prawdziwa góralska „agroturystyka”. Zaraz po rozpakowaniu się zostałem zaproszony przez gospodarza na małą degustację, nazwijmy to. Do smakowania była ichnia śliwowica – zdecydowanie mocniejsza niż śliwowica z Polski – albo tak się tylko wydawała. Niestety – z ubolewaniem – nie było możliwości na dłuższą degustację, bo w ten sam dzień był jeszcze konkretny plan do wykonania. Gdyby posiedzieć na degustacji jeszcze parę minut – jak to mawiał Siara – cały misterny plan poszedł by w p….u -. Mając na uwadze co powyżej, mogę z całą pewnością polecić każdemu ten hotel (wystarczy spojrzeć na średnią ocen na tripie czy booking).

Tak wygląda dojazd do samego hotelu startując z Zakopanego:

Samo miasteczko nie jest może szczególnie urokliwe, ale ma wszystko czego potrzeba i znajduje się niejako pomiędzy większości atrakcji, o których zaraz napiszę. Zauważcie, że czas dojazdu tutaj z Zakopanego wynosi około (jedynie!) jedną godzinę – tylko tyle zajęła nam droga. Ciężkim grzechem byłoby zajechać w Tatry i nie zrobić małego wypadu poza Polskę aby zobaczyć coś poza standardowymi szlakami w Zakopanem. Dodam jeszcze, że miejscowość Smokowiec (który btw. się dzieli na dwie części: Nowy i Stary) nie jest jedynym miejscem, gdzie warto nocować – ale o tym za chwilę.

Wjazd na Łomnicę

Łomnica jest drugim co do wielkości szczytem w całych Tatrach i leży właśnie na Słowacji. Co najważniejsze – jest możliwość wjazdu kolejką linową na sam szczyt – 2634 metry. Jest to chyba najlepsza atrakcja w całym regionie, dlatego obraliśmy ją jako pierwszą (zresztą, byliśmy tutaj tylko trzy noce, więc czasu nie było pod dostatkiem). Przejazd zaczyna się w miejscowości Tatrzańska Łomnica. Zaraz przy stacji kolejki znajduje się ogromny, darmowy parking. Trasa dojazdu z hotelu wygląda tak:

Następnie należy się udać po bilet. I tutaj ważna informacja: bilet jest na konkretną godzinę danego dnia! Może się zatem zdarzyć, że akurat nie będzie już miejsc w dany dzień wtedy kasjerka dopyta nas jaki termin nam pasuje. Nam się udało dostać bilet na ten sam dzień za parę godzin. W kasach mówią po słowacku, angielsku a nawet po polsku. Nie ma obaw, że się nie dogadamy – język słowacki jest bardzo podobny do polskiego. Nie ma też tu zbyt długiej kolejki po bilety – nawet w sezonie.

Odrobina szoku: bilet dla dwóch osób dorosłych jest w cenie około 100 Euro! (nasz 4-letni szynek miał bilet za darmo, strach pomyśleć jaka by była łączna cena jakby nie miał).

Teraz tak, mamy już bilet na konkretną godzinę, dajmy na to 18.00. Nie jest to godzina, o której mamy rozpocząć wjazd kolejką z dolnej (początkowej) stacji! Należy wsiąść do kolejki co najmniej pół godziny wcześniej (ja bym powiedział, że nawet godzinę wcześniej), wytłumaczę dlaczego…

Cały przejazd składa się z trzech różnych kolejek linowych, a zatem mamy po drodze dwie przesiadki (na wszystko jest jeden bilet):

  1. Kolejka linowa ze stacji początkowej (przy parkingu) do punktu przesiadkowego (o nieznanej mi nazwie) – jest to mała gondola mieszcząca co najwyżej 4 – 6 osób.
  2. Druga kolejka linowa z punktu przesiadkowego do drugiego punktu przesiadkowego (zwanego Skalnaté pleso) – jest zdecydowanie większa i nieco wyższa, mieszcząca około 11 osób
  3. Główna kolejka linowa, która zabiera ludzi na sam szczyt
IMG_5867_edited.jpeg
Skalnaté pleso

Godzina, która widnieje na bilecie jest godziną „odjazdu” kolejki nr 3! Polecam wystartować ze stacji początkowej już nawet godzinę przed. Sama jazda kolejkami (1) i (2) zajmie najwyżej paręnaście minut, warto jednak zarezerwować sobie trochę czasu na punkt pośredni Skalnaté pleso (zdjęcie powyżej). Można tu trochę pochodzić po okolicy, zobaczyć obserwatorium, napić się czegoś i po prostu zrelaksować… zanim wsiądziemy do najważniejszej kolejki, która niektórym może zjeżyć włos – bo wygląda to tak:

IMG_5872_edited
Kolejka nr (3) na sam szczyt

Widzieliśmy tu ludzi z wykupionym biletem, którzy po prostu zrezygnowali – perspektywa wejścia do tego małego pudła (do którego wchodzi tak z 10 osób) zawieszonego na stalowej lince o rozpiętości paru kilometrów okazała się zbyt trudna do przełknięcia. Kolejka ta została zbudowana zaraz przed wojną przez Szwajcarów, nie dziwi wiec fakt, że działa ona niezwykle dokładnie – wszystko jest tu na czas. W odróżnieniu od poprzednich dwóch gondoli, gdzie to właśnie lina stalowa się porusza, tutaj lina stoi w miejscu a sama gondola ma kółka, które się po niej powoli wspinają. Dla kogoś kto choć trochę interesuje się techniką, tylko podziwianie tej kolejki będzie atrakcją samą w sobie.

Gdy przyszła już godzina naszego wjazdu, pozostało tylko wsiąść i podziwiać widoki. W przypadku tej gondoli, razem z turystami zawsze jedzie pan z obsługi (swoją drogą to ciekawą ma pracę, ale nie wiem czy chciałbym się zamienić). Wjazd na szczyt trwa paręnaście minut i jest bardzo spokojny – to znaczy, bez żadnych szarpnięć, odgłosów – wszystko chodzi bardzo delikatnie. Przeraźliwa jest trochę wysokość zawieszenia, co zresztą widać na zdjęciu powyżej, ale nie ma dramatu. Niestety – w dzień, kiedy my byliśmy – chmury dość ostro okrążyły Łomnicę i widoki nie były takie jakich bym oczekiwał. Już w połowie drogi cała gondola dosłownie schowała się w chmurę.

Po dotarciu na szczyt mamy dokładnie 50 minut na zwiedzanie – nie mniej nie więcej. Jest tu dość duży taras widokowy osadzony na samym szczycie Łomnicy. W naszym przypadku niestety widok ukazał się jedynie na parę chwil, aby znowu zakryć się we mgle. Krajobraz można podziwiać z każdej strony świata.

W taką pogodę spacerek tym tarasem przypominał raczej chodzenie po Mordorze z Władców Pierścieni. Dodatkową „atrakcją” jest śnieg i grad (w środku lipca!), który zdaje się, na tej wysokości, jest czymś normalnym. W razie jakby komuś się znudziło, zawsze można schować się w pomieszczeniu, gdzie są fotele a nawet bar. Gdy nasz czas upłynie, pan z głośnika woła daną grupę do gondoli .. i wracamy tą samą drogą. Cała ta wyprawa zajmie nam łącznie około trzech godzin.

Wodospady Zimnej Wody

Po paru wjazdach najróżniejszymi gondolami pora wybrać się na jakiś szlak. Ponieważ byliśmy z Antkiem (naszym synem), na dzień dobry odpadały dłuższe i bardziej męczące trasy. Wybór padł na obejście małej pętelki wokół tzw. Wodospadów Zimnej Wody. Aby zacząć, najpierw należy się dostać na Smokowieckie Siodełko – jest to wyniesienie ponad miejscowość Stary Smokowiec w stronę gór. Dostać się tam można pieszo, jednak lepiej będzie skorzystać z kolejki – bardzo podobnej do tej z Gubałówki. Od hotelu do stacji kolejki mieliśmy parę minut drogi:

Kolejka ta odjeżdża co paręnaście minut, a dojazd na górę trwa co najwyżej kilka minut. Smokowieckie Siodełko (po słowacku Hrebienok) jest niezłym punktem startowym dla wielu szlaków Tatrzańskich. Warto dodać, że przechodzi tędy również Magistrala Tatrzańska – dla zainteresowanych dłuższymi szlakami. Nasza trasa wyglądała tak:

Do przejścia jest niewielka pętla w miarę łatwej trasy. Po drodze mamy do obejrzenia trzy miejsca z wodospadami – każde warte odwiedzenia. Na żywo wodospady te wydają się o wiele bardziej spektakularne niż na zdjęciach.

Długość trasy Pętla 4 km
Czas Wraz z dojazdem około 3 godzin
Stopień trudności łatwe
Przewyższenie niewielkie
Ekspozycja brak
Z dziećmi? min 3 – 4 latki
Z wózkiem? nie
Widoki super

Štrbské Pleso

Kiedy już się nachodzimy po szlakach, warto by odpocząć. Miejscem idealnym do tego jest Szczyrbskie Jezioro. Trzeba tu powiedzieć od razu – to miejsce jest przepiękne. Wygląda po prostu bajkowo, wrażenie jest jakby to było co najmniej amerykańskie Tahoe. Gdybyśmy kiedyś wrócili w okolice Tatr Słowackich to z pewnością tutaj właśnie zarezerwowałbym nocleg. Również stąd zaczyna się dużo szlaków turystycznych, także nikt nie powinien się nudzić.

IMG_6044_edited

IMG_6062_edited

IMG_6066_edited

W szczególności warto zrobić sobie spacerek do okola jeziora – nie powinien zająć więcej niż półtorej godziny, a na pewno będzie to spacerek bardzo relaksujący. Jest też możliwość wypożyczenia łódki. Czego my żałujemy to tego, że nie spędziliśmy tu nocy, bo na pewno warto!

Co jeszcze zobaczyć

Oprócz miejsc, które opisałem i wielu szlaków górskich, których nie widzieliśmy, jest mnóstwo innych, ciekawych miejsc do których można po prostu dojechać. Jedną z atrakcji, których w Polsce nie ma są jaskinie. Nam udało się zobaczyć jedną – Dobszyńska Jaskinia Lodowa. Takich jaskiń w całej Słowacji jest więcej, ta została obrana za cel tylko dlatego, że wydawała się najbliżej – „zaledwie” 50 minut drogi od hotelu. Droga pod sam parking wygląda tak:

Po wyjściu trzeba dojść piechotą pod samą jaskinie (spacerkiem około 20 minut). Wstęp jest zorganizowany i odbywa się co około 30 minut. Niestety nie zrobiłem żadnych zdjęć z wewnątrz. Jeśli ktoś nigdy nie był w podobnej jaskini to z pewnością warto zobaczyć.

Inną ciekawą atrakcją naturalną (ale już troszkę dalej) są Janosikowe Diery, które opisałem w osobnym poście.

Można też spróbować czegoś innego niż tylko atrakcje górskie i skorzystać z jednej z licznych atrakcji kąpieliskowych takich jak Tatralandia lub Beszeniowa.

Porównanie z Polską

Byliśmy po Słowackiej stronie gór tylko parę nocy, ale chyba jest to wystarczający czas aby móc sobie trochę ugruntować opinie o tym miejscu i porównać z Polską – czy jest lepiej, gorzej, tak samo, podobnie ? Wszystkie opinie i spostrzeżenia zgromadziłem poniżej. Pamiętajcie, że jest to tylko nasza subiektywna ocena.

Widoki

Zarówno Polska strona Tatr jak i Słowacka jest malownicza i atrakcyjna dla oka. Tutaj nie ma wygranego.

Szlaki górskie

Jeśli chodzi o wybór szlaków to jest podobnie. Koło Zakopanego natomiast jest bardzo duże ich zagęszczenia, jest więc z czego wybierać będąc tu nawet długi czas. Słowacka strona nie ma może aż tak dużo szlaków, ale są one o wiele mniej oblegane – nie ma problemu z zatorami, brak tu kolejek (czego nie można powiedzieć np. o wejściu na Giewont lub spacerek w Dolinie Chochołowskiej). Umiejscowienie Słowackich miasteczek jest takie, że o wiele szybciej można wejść w wyższe partie gór niż w Polsce. Dodatkowo szlaki Słowackie wydają się trochę bardziej surowe.

Baza hotelowa

Zakopane z pewnością ma większą liczbę hoteli i najróżniejszych pensjonatów niż miejscowości Słowackie. Patrząc cenowo – bardzo podobnie.

Gastronomia

Tutaj zdecydowanie Polska wygrywa na wszystkich płaszczyznach jedzenia i picia. Najlepsza restauracja w Słowackim miasteczku będzie taka jak średniak w Zakopanym. Dodatkowo muszę wspomnieć, że Słowacy mają po prostu niedobre jedzenie – wszystko smażone na oleju bez smaku. Natomiast na Krupówkach prawie każda restauracja jest wyśmienita.

Miasta

Ani w Polsce ani na Słowacji (przynajmniej w tym regionie) nie ma żadnego miasteczka atrakcyjnego samego w sobie. Bo umówmy się – samo Zakopane jeśli zapomnieć o górach, restauracjach i ogromnej bazie hotelowej, jest okropne.

Drogi

Odrobinę lepsze na Słowacji z uwagi na brak progów zwalniających, co niestety u nas jest już chorobą (na każdym skrzyżowaniu!). Małym mankamentem jest konieczność wykupienia winiety, ale tylko jeśli będziemy korzystać ze Słowackich autostrad. Te można zakupić na tej stronie.

Co wybrać?

Odpowiem wymijająco: nie ograniczać się i zobaczyć oba rejony.


Jeśli podoba ci się ten blog i chcesz być na bieżąco – koniecznie subskrybuj się!
Podaj swój adres email – na samym dole strony – a zawsze otrzymasz notyfikację o nowych postach.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s