Większość ludzi zna zapewne mierzeję Helską – północny cypelek na mapie Polski z takimi miejscowościami jak Chałupy, Jurata, Jastarnia i na samym końcu Hel. Można tam dojechać z Gdańska w półtorej godziny (w szczycie sezonu letniego będzie to ponad trzy godziny). Jeśli przypatrzeć się na mapę Polski, to na wschód od Gdańska jest inna mierzeja, Wiślana – tak samo długa i cienka jak Helska. Nie trzeba odpalać google maps aby się zorientować, że o ile mierzeja Helska po prostu się kończy w miejscowości Hel, to Wiślana nie ma swojego końca, przynajmniej nie na terytorium Polski. No dobra, to jakby tak iść na wschód dalej i dalej .. to gdzie dojdziemy ???

Cała wyprawa na Mierzeję Wiślaną, o której tu napiszę zajmie około jednego dnia – to jest startując z Gdańska i zaliczając niektóre atrakcje po drodze. Tylko niektóre ponieważ są tu takie, które mogą zająć parę godzin, np. muzeum dawnego obozu koncentracyjnego Stutthof – wtedy nie zdążylibyście wszystkiego zobaczyć i obejść w jeden dzień. Całość opisu podzieliłem na fragmenty, aby się nikt nie zgubił 🙂

20160605142822_edited

Odcinek Gdańsk – Krynica Morska

Miejscowość Krynica Morska jest największym miastem już na samej mierzei i nawet dość popularnym miejscem turystycznym. Trasa z Gdańska zajmie około jednej godziny. Będzie to doskonałe miejsce na pierwszą przerwę.

Zaraz po wyjechaniu z Gdańska ukarzą się rejony Żuław o bardzo specyficznej geografii – płaskie, kolorowe pola ciągnące się po horyzont. Jest to krajobraz przypominający trochę krajobraz Holenderski (w Elblągu znajduję się nawet park atrakcji nazwany Nowa Holandia, dodatkowo poprzecinany kanałami). Po drodze mija się również Stegnę – również popularne miejsce w szczególności latem (chociaż moim zdaniem trochę przereklamowane).

Przed wjechaniem na mierzeję można zatrzymać się w Sztutowie i zobaczyć muzeum obozu koncentracyjnego. Samo muzeum zajmie sporo czasu, wiec jak go nie macie za dużo, można chociaż obejrzeć go z zewnątrz.

Gdy już dojedziemy na miejsce, warto zostawić samochód i przejść się po Krynicy. W szczególności polecam spacer na drugą stronę mierzei (ponieważ miasteczko to jest na tyle duże, że sięga obu brzegów – zarówno Zalew jak i otwartą część Morza Bałtyckiego). Zdecydowanie ta druga część Krynicy jest bardziej atrakcyjna dla oka. Tutaj również mamy dostępną bardzo szeroką, piaszczystą plażę. W ogóle jeśli ktoś planuje wakacje nad Polskim morzem i to jest jego główną atrakcją samą w sobie, to nie powinien ich spędzać w Gdańsku. Powód jest taki, że prawie wszystkie plaże Gdańska (Stogi, Brzeźno, Jelitkowo) również plaże Sopotu czy Gdyni leżą w zatoce, są zamknięte od morza i nie są tak atrakcyjne jak plaże na otwartym Bałtyku. Przykłady tych drugich to właśnie Krynica Morska, Jurata, Władysławowo, Karwia itd.

Dla ubogacenia wycieczki można wspiąć się na tutejszą latarnie morską. Podobna latarnia znajduje się na Helu (ta druga jest nieco wyższa).

Nie powinno być dużym zdziwieniem pojawienie się nagle dzika biegnącego gdzie popadnie, również na środku ulicy czy nawet chodnika – tutaj to norma.

Odcinek Krynica Morska – Nowa Karczma

Gdy już obejdziemy Krynicę można ruszać dalej na wschód. A jedziemy do miejsca … który jest najdalej oddalonym punktem, gdzie można jeszcze dojechać samochodem. Będąc precyzyjnym, jest to ten oto parking:

Droga tutaj przypomina trochę tą, jaką można zobaczyć jadąc na Hel – czyli kiepskiej jakości asfalt pomiędzy drzewami i nic w około. (aha, zapomniałem dodać ważną informację – przed wycieczką najlepiej zatankować do fulla, bo tutaj nie ma stacji benzynowej, warto też zabrać ze sobą picie i jedzenie, bo sklepu spożywczego też ciężko uświadczyć).

Wrażenia są mniej więcej takie jakbyśmy naprawdę jechali na jakieś totalne zadupie, ale w pozytywnym sensie. Trudno to opisać słowami. Miejsce to urzędowo nazywa się Nowa Karczma, ale większość ludzi mówią na to po prostu Piaski. Przed samym parkingiem, po stronie zalewu jest jeszcze parę restauracji. Warto tu się posilić przed dalszą wyprawą, bo będzie jeszcze bardziej siermiężnie.

Odcinek Nowa Karczma – Federacja Rosyjska

Samochód zostawiamy na parkingu i idziemy pieszo. Inaczej się nie da – nie ma już dalej żadnej drogi – nawet żwirowej. Nie ma żadnego sklepu, restauracji, budki z hamburgerami ani nawet jednego domku. Tylko las, plaża i woda.

Do przejścia jest około 3 kilometry w jedną stronę. Ważna kwestia – jeśli nie czujecie się na siłach, nie idźcie. Tutaj nie ma jak wrócić inaczej niż piechotą i absolutnie nie ma jak wezwać żadnej pomocy, ani nawet nie wiadomo kto specjalnie by miał pomóc. Nikt tu nie dojedzie – policja, karetka czy też UBER. Kolejna rzecz to wyłączenie transmisji danych zanim sieć przełączy się na Rosyjską – co może mieć miejsce.

Iść można plażą (trudniejsze) albo ścieżką w środku lasu (łatwiejsze). Najlepiej to iść jednym sposobem i wrócić drugim. Na mapie powyżej zaznaczyłem trasę przez las. W rzeczywistości trasa ta jest parędziesiąt metrów dłuższa, ale z jakiegoś powodu google maps nie pozwoliło mi pokazać jej w całości.

20160605175546
Tak wygląda ścieżka przez las
20160605173403
 A tak plażą – tu nikogo nie ma

Na końcu naszym oczom ukazuje się granica Polsko – Rosyjska w postaci małego płotku, znaku informacyjnego i … polskimi pogranicznikami w pełnym uzbrojeniu, którzy non stop patrolują ten pas.

Po krótkiej rozmowie z panami dowiadujemy się ciekawych rzeczy. Na przykład, na pytanie czy możemy iść dalej, odpowiedź pada: możemy, jeśli chcemy, ale nie polecają, Ostatnia turystka, która przekroczyła tu granicę przez dwa tygodnie nie mogła opuścić Federacji Rosyjskiej.

No cóż, po takiej zachęcie nie będę nalegał. Ciekawie też wygląda granica na samej plaży – to jest po stronie Morza Bałtyckiego.

20160605164651_edited
Po lewej Rosja, po prawej Polska

I jeszcze odpowiedni komunikat, aby żaden Polski parawan nie stanął na terenie matki Rosji…

20160605165035_edited

I tu się kończy wyprawa. I mamy odpowiedź na nurtujące nas pytanie (w tytule).

Niedługo wszystko może nieco się zmienić – gdy tylko ruszy budowa przekopu mierzei. A póki co teren ten jest dostępny dla ciekawskich. Po tym co tu zobaczyliśmy to rzeczywiście raczej nie da się wejść dalej do Rosji niepostrzeżenie – już paręnaście metrów dalej widać różne instalacje, kamery i radary.

Długość trasy Tylko odcinek pieszy ma łącznie około 6 km
Czas Wszystko zajmie jeden pełny dzień
Stopień trudności w miarę łatwe, długi spacer przez las lub plażą
Przewyższenie brak
Ekspozycja brak
Z dziećmi? można
Z wózkiem? przez las da radę
Widoki niecodzienne – totalne odizolowanie

Jeśli podoba ci się ten blog i chcesz być na bieżąco – koniecznie subskrybuj się!
Podaj swój adres email – na samym dole strony – a zawsze otrzymasz notyfikację o nowych postach.


4 komentarze

    1. Też mnie rozbawiły te ostrzeżenia. 6 kilometrów spaceru, a ostrzeżenia jak przed wyprawą na pustynię. Te zalecenia, żeby wcześniej coś zjeść… serio ktoś musi cały czas żreć i nie jest w stanie przejść 6 km bez jedzenia? Do tego jeszcze stwierdzenie że nie ma drogi, podczas gdy na zdjęciach widać całkiem przyzwoitą drogę, a na końcu samochód pograniczników ;). Tak że gdyby trzeba było faktycznie wezwać pomoc, to służby ratownicze raczej bez problemu by dojechały.
      Swoja drogą, wolałbym się tam wybrać rowerem niż leźć 6 km przez las.

      Polubienie

  1. Tak naprawdę granica znajduje się 300 metrów dalej. Widać ją z pokazanego płotu na plaży. Wiem, bo byłem;] Zresztą na samej granicy są słupki graniczne i znak o tym informujący, a nie tabliczka unijna…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s